ŻYĆ EWANGELIĄ

ŻYĆ EWANGELIĄ

19.04.2014

pismo.jpg„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.”(Mt 11,28). Gdy Adam doświadcza pokrzepiającego spotkania z Miłosierdziem Boga ma 38 lat. Józef Chełmoński już 6 grudnia 1883 roku pisze o uzdrawiającej przemianie: „Byłem u przyjaciela mego Adama, który zupełnie z obłąkania wyzdrowiał i żyje na wsi nad Zbruczem”.

Dalszy pobyt u brata Stanisława w Kudryńcach to czas owocnej pracy artystycznej. Ma ku temu znakomite warunki: rodzina, która stanowi wsparcie i którą portretuje, czas, podolskie pejzaże, szczególnie zachody słońca. Step to raj dla kolorysty.

Czas na rozwój ducha
Często rozmawia z księdzem Pogorzelskim. To także spowiednik Adama. „Pan jest z nim, wypełnia go Swą obecnością”. Prowadząca go łaska pozwala zrozumieć, że dawniej na pierwszym miejscu stawiał siebie: swoje cnoty, swoje grzechy, swoje dzieła. Punkt ciężkości się przesunął. „Odtąd liczyć się będzie najpierw Bóg: Jego chwała, Jego miłość, Jego wola”. Dojrzewanie duchowe Adama prowadzi przez spotkanie ze św. Franciszkiem. Adam niejednokrotnie galopując na swym kasztanie wpada na probostwo w Szarogrodzie. Pewnego dnia, przeglądając książki, zwraca jego uwagę reguła III Zakonu. Doznaje olśnienia. „A więc można być zakonnikiem żyjąc pośród świata?” Adam prosi swego spowiednika o przyjęcie do Tercjarstwa.

Święty Franciszek
Od tego momentu Adam chce innych zarażać odkrytym Franciszkiem: ideałem gorliwego życia z Bogiem, radością relacji z Nim, wolnością, pięknem, sensem. Prowadzi ożywioną i skuteczną aktywność tercjarską na Podolu. Umie rozmawiać z ludźmi. Potrafi mówić o Bogu. Zachęca. Przemawia. Tłumaczy. Jego światło świeci przed ludźmi, którzy chwalą Ojca, który jest w niebie (Mt 5, 16).
Ale działalność „emisariusza” św. Franciszka nie podoba się Rosjanom. Gorliwy „propagandzista” katolicyzmu zostaje rozpoznany jako powstaniec i „buntowszczyk”. Otrzymuje ukaz opuszczenia Rosji. Ma 24 godziny. Alternatywą jest Sybir. „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Łk 9, 58).

Kraków
Jesienią 1884 roku Adam jest już w Krakowie, wynajmuje mieszkanie na Basztowej. Odnawia stare przyjaźnie i nawiązuje nowe. Wiele tworzy. Uczestniczy w spotkaniach artystycznych. Jest aktywnie obecny na salonach arystokratycznych Krakowa. Wówczas wystawia „W podróży”, „Ulicę w podolskim miasteczku” i „Wizje św. Małgorzaty”. Tym, co go w mieście uderza, to straszna nędza i rzesze bezdomnych przekształcające się w złodziei i żebraków. Zaczyna ich wspomagać. Jednookiego Witka przygarnął nawet we własnym mieszkaniu. Z czasem sublokatorów było więcej i … właściciel wymawia mu lokal. „Jeśli was gdzie nie przyjmą, wyjdźcie…” (Łk 9,5).

Odczytać Franciszka
Przeniósł się do kapucynów na Loretańską. Tu jeszcze wnikliwiej próbuje odczytać Franciszka. Pracuje nad komentarzem do reguły III Zakonu. Patrzy, jak święty z Asyżu przyjmował Ewangelię: „Żeby nic z sobą nie brali na drogę…” (Mk 6,8). W 1885 roku zorganizował w starej, opuszczonej szkole Wigilię dla bezdomnych na Kleparzu. Ta „kolacja” bez stołu, na podłodze, na gazetach, przy kilku świecach – była niezwykłą „gwiazdką” tego „pana w pelerynie”. „Kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć” (Łk 14, 13-14). Ale prawdziwe spotkanie z nędzą nastąpi na ul. Dietla w karnawale 1887 roku.

W ogrzewalni miejskiej
„Pewnego dnia, po raucie „Pod Baranami” u hrabiny Adamowej Potockiej wyszedł z hr. Wodzickim […] w stronę Plant. Po drodze rozmawiali o nowej ogrzewalni, którą miasto Kraków urządziło dla bezdomnych nędzarzy. Jaką była ta ogrzewalnia? […] Tego żaden z nich nie wiedział, wiec popadł im pomysł do głowy, pójść i zobaczyć […]. Było już dobrze po północy […]. Wpuścił ich stróż miejski […] Gdy weszli […], uderzyła ich przede wszystkim zaducha tak wstrętna, że aż im oddech zaparło […] zobaczyli sceny jakby żywcem wyjęte z dantejskiego piekła. Ohydna orgia pijacka i stokroć ohydniejsza orgia rozpusty po ciemnych kątach sali święciła tu swoje tryumfy. Na widok przybyłych posypały się z różnych kątów szydercze przezwiska, przekleństwa i wyuzdane dowcipy. Wobec tego nie pozostawało im, jak tylko uciec z tego miejsca ohydy i występku”.
Adam był wstrząśnięty. „Jak ja ich tak zostawię?”. „Byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza” (Mt 9, 36). Potem zachodził tam niejednokrotnie. Już sam. „Kto silniejszy, zdobywał lepsze miejsce, odbierał słabszym ich surowe mienie; nikt nie przejmował się tym, że jakiś starzec czy chory kona gdzieś w kącie bez pomocy; nie krępowano sie tym, że dzieci i młodzi chłopcy patrzą na rozpustę, uczą się wulgarnych słów, zdobywają złodziejskie kwalifikacje”. Nie wiedział, jak im pomóc. Cały czas czytał regułę św. Franciszka, który chciał żyć Ewangelią. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).

Brat Albert
Bez wiary nikt nie zrozumie, jak ten artysta-malarz, elegancki, inteligentny i subtelny intelektualista, bywalec salonów i człowiek cyganerii – 25 sierpnia 1887 roku przyjął habit franciszkański, a rok później – złożył śluby zakonne. Od tej chwili podpisywać się będzie: Brat Albert. Jesienią 1888 roku będzie już miał kilku naśladowców, z którymi przejmie ogrzewalnię od miasta i zamieszka w niej wraz z nędzarzami. „Dobrowolnie! – skazuje się na przebywanie w brudzie, zaduchu, w towarzystwie nałogowych pijaków o rozwydrzonych instynktach, zawodowych złodziei i potencjalnych morderców, i w dodatku, z zamiarem ich umoralnienia. Tam, gdzie żaden policjant nie poszedłby w pojedynkę, z obawy, że go poturbują, tam poszedł samotny, bezbronny człowiek o jednej nodze, bez żadnego oręża, z jedynie z miłością w sercu […]”. „Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba...” (Mt 6, 8).

Zachowywać Ewangelię
Śluby zakonne złożył na ręce kard. Albina Dunajewskiego, wypowiadając słowa: „Dla miłości Boga […] Ewangelię Pana naszego Jezusa Chrystusa aż do śmierci zachowywać […]”. To „zachowywanie Ewangelii” – to sedno życia chrześcijańskiego, które przejął od św. Franciszka. Spotkanie ze słowem Boga to spotkanie z samym Bogiem, prowadzi do zjednoczenia z Nim, usunąwszy wszystko, co w zjednoczeniu tym stanowi przeszkodę – pisał później. Konstytucją dla jego zgromadzenia miała być Ewangelia. Istotą życia i centrum rodziny albertyńskiej – miał być Bóg. Nic nie mogło Go zasłaniać. Wszystko miało do Niego prowadzić. Nic dla zgromadzenia jako takiego. Wszystko ukierunkowane na Boga.

„Szukać Go w tajemnicy wiary”
Jego życie ukierunkowane na Boga przypomina, że wierzący – nie uciekając od rzeczywistości – nie jest jednak ukierunkowany na świat, nawet nie na Kościół, klasztory, programy duszpasterskie, aktywności, wspólnoty czy charyzmaty. Pierwszy jest Bóg i relacja człowieka z Bogiem. Inne rzeczy są ważne, ale jako wtórne – ważne na tyle, na ile do komunii wiary prowadzą. „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. […] obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20).
Brat Albert uczy właściwej hierarchii. On nie patrzył na cały świat przez pryzmat swych dzieł. On przede wszystkim widział człowieka, któremu należy pomóc w odbudowie człowieczeństwa i nawiązaniu relacji z Bogiem. Tego od niego wymagał Bóg, którego miłość rozpoznał. Nigdy dzieła dla samych dzieł. Nigdy klasztor dla samej zakonności. Nigdy Kościół dla samego Kościoła. Nigdy praktyki i sakramenty dla poczucia własnej perfekcyjności. Wszystko ukierunkowane na Boga i dlatego, że prowadzi do Niego. Nic nie może Go przesłaniać.

Ewangelia wg Franciszka
To rozumowanie Brat Albert przejął od św. Franciszka, który czytał i żył Ewangelią bez łagodzącego komentarza. Jemu chodziło zawsze o Osobę Boga i osobę człowieka. Nie o zakonność, nie o kościelność, nie o wizerunek. „Potrzebuję się z Ojcem zjednoczyć, Ojca nie rozumiem, [ale] jeżeli stanę się bardziej duchowniejszy, zrozumiem […]. Ofiaruję się z duszą i ciałem Najświętszemu Majestatowi Bożemu do Jego rozporządzenia. Amen” – pisał. Wzorem była Maryja – zasłuchana w Słowo. I jak tu być chrześcijaninem nie czytając Ewangelii?
Papież Franciszek – za pierwszym Franciszkiem, tym z Asyżu – przypomina o radości, uroku i sensie odkrytym w rdzeniu Ewangelii, w którym „jaśnieje piękno zbawczej miłości Boga objawionej w Jezusie Chrystusie umarłym i zmartwychwstałym” (EG 36). „Nie trzeba okaleczać integralności przesłania Ewangelii. […] Ewangelia przede wszystkim zaprasza, byśmy odpowiedzieli Bogu, który nas kocha i nas zbawia, rozpoznając Go w innych i wychodząc poza samych siebie, by szukać dobra wszystkich” (EG 39).

Ks. Dariusz Tułowiecki, Głos Katolicki, Nr 50.

poprzedni artykuł - czytaj dalej

< powrót

immakulata.JPG
© Zgromadzenie Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim (ZSAPU)
wykonanie:strony www Słupskstrony internetowe słupsk