NOWE NARODZINY

NOWE NARODZINY

10.02.2014

palec.jpgKiedy umarł Adam, a narodził się Brat Albert? Biografowie często wskazują albo na dzień 25 sierpnia 1888 roku – złożenie ślubów zakonnych, albo na czas rok wcześniej – przyjęcie habitu franciszkańskiego i nowego imienia. Ale to raczej błędne kierunki poszukiwań…

Po amputacji lewej nogi w październiku 1863 roku Adam Chmielowski – jako jeniec – znalazł się w małym szpitaliku w Koniecpolu nad Pilicą. Miał tam dobra opiekę, ale kalectwo nie zwalniało z odpowiedzialności za udział w „rebelii”. Czekała go szubienica lub Sybir. Rodzina uruchomiła więc wszystkie możliwości, by nie tylko leczyć, lecz ocalić powstańca. Prawdopodobnie przekupiono dowódcę rosyjskiego i osiemnastoletni Adam mógł wyjechać do Paryża.

W świecie sztuki
To nie był łatwy czas dla Adama. Okaleczony. Bez pieniędzy. Uczący się na nowo chodzić. Tam poznał dra Seweryna Gałęzowskiego, znakomitego chirurga, który pomógł mu nabyć nowoczesną protezę z żywicy drzewa gutaperkowego. Proteza była tak dobra, że – jak sam wspominał – „doskonałą sztuczną nogę, nie było znać, która moja, a która przyprawiana, zakładałem się, czy kto pozna, na którą kuleję”.
Okres aktywności malarskiej Adama Chmielowskiego to pobyt i studia w Paryżu – w Szkole Polskiej w Batignolles, Warszawie – w Klasie Rysunkowej a dawnej Warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, w Gandawie – na studiach inżynierskich, w Krakowie – na Akademii Sztuk Pięknych, na Akademię Sztuk Pięknych w Monachium, podróż do Italii. Czas ten to studia, twórczość, poszukiwanie pieniędzy, głęboka religijność i środowiska artystyczne, które współtworzył; to spotkania z Wielką Emigracją i znakomite nazwiska przyjaciół: Alfred Goetz, Walenty Jakóbiak, Maria Konopnicka, Helena Modrzejewska, Henryka Sienkiewicza, Ksawery Gałęzowski, Wojciech Gerson, Marceli Dobrowolski, hrabia Potocki, Lucjan Siemieński, Józef Brandt, Aleksander Gierymskim, Józef Chełmoński, Stanisław Witkiewicz, Maksymilian Gierymski, Leon Wyczółkowski, Antoni Piotrowski. Powstają jego wielkie dzieła: „Siesta włoska”, „Pogrzeb samobójcy” i „Ogród miłości”, „Szarą godzinę”, „We Włoszech”, „Wizję św. Małgorzaty” i „Przed burzą”, „Zamieć śnieżna”, „Odwilż” i Sanna do Czarnokoziniec”. W okresie warszawskim pojawia się panna Lucyna Siemieńska – szczególnie pozdrawiana w listach przez Adama. Biografowie widzą w nich niezrealizowane zaangażowanie emocjonalne obu stron. We Lwowie, 1879 roku, zaczyna malować „Ecce Homo”.

Znakomity kolorysta
Adam staje się znakomitym kolorystę i prekursorem polskiego impresjonizmu. Ma swój styl. Jest wielkim indywidualistą. „Adam był z nas wszystkich najmędrszy jako malarz” – pisał Piotrowski. Opublikował w „Ateneum” wartościowy tekst „O istocie sztuki” z lapidarnym stwierdzeniem: „Istotą sztuki jest dusza wyrażająca się w stylu”. Gdy osiada we Lwowie, pracuje z Wyczółkowskicm we wspólnym atelier. Szuka własnej drogi. Chce być najlepszy. Musi być oryginalny. Wszystko ma być dopracowane, ale też wielu obrazów – nie mając do samego siebie cierpliwości – nie kończy. Potrafi w ciągu jednego dnia stworzyć znakomite płótno, a potem zniszczyć, gdy cokolwiek w nim uzna za niedoskonałe. Tu kładzie pierwsze farby na: „Ecce Homo”. Gdy po latach obraz ten będzie wystawiony na Wystawie Malarstwa w Krakowie, ktoś wpisze do księgi pamiątkowej: „Ta wystawa byłaby równie piękna, gdyby eksponowano tylko jeden obraz – „Ecce Homo” – to najpiękniejsze przeżycie”.

„Czysty charakter”
Czas lwowski wspominał po latach Wyczółkowski: „Chmielowski był naszym nauczycielem, wytworny pan, głęboki umysł, człowiek wykwintny, artysta zapalony z nerwem […]. Wesoły, dowcipny, gawędziarz nadzwyczajny […]. Ciekawy malarz, który cudowne rzeczy opowiadał o sztuce […] Chmielowski pomagał nam konstruować obraz, […] nie uznawał żadnych kanonów. […] Wpływał bardzo silnie na drugich. Sam byłem pod jego urokiem”. Adam tworzy wówczas – jak pisze Andrzej Różycki – przede wszystkim obrazy alegoryczne, poetyckie i religijne. Jakże szkoda, że w czasach wojen wiele z nich zaginęło, zostało zniszczonych lub – być może – wciąż są ukryte w jakiś muzeach na Wschodzie.
We Lwowie zaczyna się intensywne szukanie drogi. Etap zakończy się wstąpieniem do jezuitów w Starej Wsi. Chce poświęcić życie i sztukę Bogu. Powstają dzieła ściśle religijne. Ma znakomity pędzel do barw. „Zacząłem nowicjat, czuję się bardzo szczęśliwy. Maluję i zapewne będę malował lepiej i więcej, niż dotychczas” – pisał do Chełmońskiego. A do Modrzejewskiej: „Już nie mogłem dłużej znieść tego złego życia, którym nas świat karmi”. Jezuici jednak, to nie droga Adama. On ucieka – ucieka w perfekcjonizm przed światem i własną słabością. Jemu nie chodziło o Boga ale o własną doskonałość, którą odbiera mu „świat”. Chce być doskonały – w duchowości i w malarstwie.

Zamaskowany egoizm
Nie może znieść niedoskonałości. Maluje sceny religijne, bo według niego ten rodzaj sztuki jest najwspanialszy. Wstępuje do jezuitów, bo – pisał do Modrzejewskiej – pod suknią jezuicką „tylu Świętych zwyciężało świat i siebie, tylu bohaterów się krwią oblało za Boga i wiarę”. Wszelkie braki piętnuje: u siebie i innych. Jeszcze przed nowicjatem jest szczególnie krytykancki wobec innych twórców: „tacy rzemieślnicy, ale sztuki w tym nie ma”. Nie zostawia suchej nitki nawet na Matejce: „bo mu jego błędy wszyscy chwalą” a malarz z niego żaden. Ten „egoizm zamaskowany”, to „ubóstwianie samego siebie” stanie się „błogosławioną winą”. Tu pochwyci go Pan Bóg. Nie ucieknie też od „brudów” świata – wróci do nich jako Brat Albert.
Wstępując do jezuitów Adam podjął ślub pozbycia się uciążliwej wady na charakterze – nałogowego palenia. Obiecał to Bogu. Ale… Pewnego dnia, w czasie odbywania 30-dniowych rekolekcji, znalazł niedopałek. Chwycił. Przyłożył ogień. I … złamał ślub. To go zupełnie załamało. „Coś ty zrobił? –odezwał się nim miażdżący wyrzut. – To ty tak dotrzymujesz obietnicy Panu Bogu?”

Zgliszcza ideałów
To nie był zwykły wyrzut sumienia. Adam popadł w duchową depresją. Musiał opuścić klasztor. Znalazł się we Lwowie. Lekarz zalecił leczenie w szpitalu dla obłąkanych. Tam zdiagnozowano stan beznadziejny: „Choroba wystąpiła zrazu z licznymi wyrzutami sumienia, potępianiem się, własną trwogą przed niechybna śmiercią, wiecznym potępieniem, niegodziwością należenia do jezuitów. […] nie kwalifikuje się do dalszego leczenia i winien być z zakładu jak najrychlej odebrany”. Odwiedził go Chełmoński, ale nie pisał o jego stanie zbyt optymistycznie: „Okropnie wymizerniał, pewno nie przeżyje”. Przyjaciel odwiedził też Starą Wieś. Takiej awantury jak on, nikt chyba nie urządził jezuitom. „Więc odesłaliście chorego człowieka, zamiast go pielęgnować” – krzyczał na przełożonego. „I to wy tak postępujecie! Wy chrześcijanie?”
Adama przyjął brat Stanisław mieszkający w okolicach Kamieńca Podolskiego, w Kurdyńcach. Chory siedział całymi dniami w domu. Wyalienowany. Milczący. Ospały. Niezdolny to żadnej aktywności. „Melancholia to choroba beznadziejności”. Dzieci się go bały, ale szanowały i nikt nie śmiał mu dokuczać. Kochające serce brata z czasem wyczuło przyczynę choroby Adama. Nie mogąc zastosować lekarstwa wprost, uciekł się do podstępu.

Spotkanie z łaską
„Po tych miesiącach – pisze bp Grzegorz Ryś – przyjechał […] ks. Leopold Pogorzelski z sąsiedztwa. I wtedy, kiedy Adam siedział na ganku, ksiądz z bratem w pokoju przylegającym obok rozmawiali na głos o Bożym miłosierdziu – o wiele głośniej, niż potrzeba”. Usłyszane słowa wstrząsnęły Adamem: „A więc jest nadzieja?” Jeszcze taj samej nocy nakazał przestraszonej służbie – bo „pan Adam przemówił” – osiodłać konia i popędził na probostwo. Co się tam działo – trudno o relacje świadka, którego obejmowała tajemnica sakramentalnej spowiedzi. „Świadkiem” był najprawdopodobniej sam ks. Pogorzelski, o którym Adam pisał; „ten święty prałat był tak dobry i łaskawy dla mnie, jak nikt więcej być nie może”. Wrócił od niego bardzo późno, ale zupełnie odmieniony. Stan przygnębienia nigdy już nie powrócił.

Winda miłości
To jest prawdziwe nawrócenie Adama. To jego nowe narodziny. Odkryć bezwarunkową miłość Boga: mimo słabości, mimo wad, mimo złamanych ślubów, mimo nieperfekcyjnego życia. Bóg kocha. Bóg przebacza. Bóg rozrywa niewolę skrupułów. „Odkrył czym jest łaska […]. Łaska to jest coś, co przychodzi darmowo i przychodzi od razu. Bez żadnej zasługi. Półtora roku więzienia w swoich skrupułach, w swoim poczuciu beznadziejności, w tym, że rozwaliły się wszystkie ideały […] przychodzi Chrystus i otwiera więzienie. To jest odkupienie. Jezus Chrystus, który zbawia. To jest przemiana w życiu”. Jego dusza została wezwana, by – jak pisze Mała Teresa – „się wznosić ku Bogu przez windę miłości, a nie by się wspinała ciężkimi schodami lęku”.
Cdn.

Ks. Dariusz Tułowiecki, Głos Katolicki, Nr 49.

poprzedni artykuł - czytaj dalej

< powrót

misje.JPG
© Zgromadzenie Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim (ZSAPU)
wykonanie:strony www Słupskstrony internetowe słupsk