Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25, 40)
Przyjmij, służebnico Chrystusowa, welon twojej profesji, po którym wszyscy poznają, że należysz w pełni do Jezusa Chrystusa i oddana jesteś służbie Kościoła. (z obrzędu profesji)
Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. (J 15, 5)
Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie... (1 Kor 10, 31)
Im więcej kto opuszczony, z tym większą miłością służyć mu trzeba, bo samego Pana Jezusa zbolałego w osobie tego ubogiego ratujemy. (św. Brat Albert)
Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci. (Flp 3, 8)
Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. (Mt 10, 42)
A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco...» (Mk 6, 31)
Pragnienie „wywdzięczenia się” Synowi Bożemu, który przyjął mękę z miłości do człowieka, zaprowadziło św. Brata Alberta do ludzi najuboższych i najbardziej opuszczonych. Rozpoznał w nich bowiem godność synów Bożych i „najmniejszych” braci Chrystusa. (z Konstytucji)
Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, wszystkiego użyczy im Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich. (Mt 18, 20)

Świadectwa sióstr

Powołanie jako MARZENIE BOGA o człowieku, moje powołanie, czyli marzenie Boga
o mnie, może być odpowiednim punktem wyjścia w refleksji nad własnym życiem. Odkrywanie tego, jakie zamiary względem mnie ma Dobry Bóg, czyli inaczej, próba poznania MARZENIA BOGA, to ciągły proces, bo przecież powołanie to droga
i wędrowanie.

Dlaczego życie konsekrowane? Dlaczego albertynki? W wieku kilkunastu lat nawet nie brałam pod uwagę takiej „opcji” na życie. Jednak tęsknota za czymś…a raczej za Kimś, nieokreślone wtedy pragnienia czegoś innego niż otaczająca mnie wokół barwna, szalona i (muszę przyznać) radosna rzeczywistość…. Ciągły brak i pustka, choć przecież blisko było wielu szlachetnych i dobrych ludzi, były impulsem do poszukiwań czegoś głębszego, do szczerości względem siebie i innych… do spotkania z Bogiem.

siostry_w_drodze-309x340.jpgŻycie nie jest pasmem przypadków, czy zbiegów okoliczności, Ktoś „zbiega” wszystkie zdarzenia.  Dając pragnienia, powołując pomaga też spotkać odpowiednich ludzi, znaleźć się
w danym miejscu i czasie, stopniowo zdradza swoje MARZENIE … 
i pozostawia wolność wyboru. Wybrałam ALBERTYŃSKI sposób na życie.

Na dziś, na teraz, powołanie jest dla mnie darem i zaproszeniem do tajemniczej przygody. Wiele razy zadaję pytanie, dlaczego ja? A w głębi serca cieszę się, że to właśnie ja. Moje życie to wiele radosnych, ale też i trudnych sytuacji; to uśmiech i łzy; zwątpienia 
i pewności; chwile wielkich uniesień
i długie dni cichej normalności; wspólnota i samotność; modlitwa i praca, relaks i pokuta, cisza i hałas, zwycięstwa
i porażki, trud krzyża i świeżość zmartwychwstania …

Wiem jednak jedno: jestem szczęśliwa. Nie jest to płytka radość, czy zadowolenie. Miłość kosztuje, a szczęście nieraz ma w oczach łzy. Odkryłam jednak, że właśnie MIŁOŚĆ ma sens. A Jezus każdego dnia przychodzi, przynosząc Swój pokój i zapewnienie „JA JESTEM”. Nieraz trudno Go dostrzec i usłyszeć Jego Słowo. To jednak nie zmienia faktu, że jest. Dosyć nietypowo pozwala się zobaczyć w drugim człowieku, szczególnie w takim, który
w swym życiu doświadczył perfidii zła, grzechu i tego, że skutki popełnionych win nie są tylko „straszakiem” pobożnych kaznodziejów. Dostrzec w twarzy nędzarza, bezdomnego czy alkoholika twarz Chrystusa Ecce Homo to wielkie wyzwanie … jednak możliwe.

Od takich ludzi uczę się pokory, stawania w prawdzie i wielokrotnie akceptacji własnej bezsilności i ograniczoności. Z drugiej jednak strony ogromnego zaufania do Tego, Który może wszystko.

Dobrze jest czuć się potrzebnym, pomagać innym, widzieć efekty swojej pracy…. Jednak czy tym jest powołanie? Chyba jednak nie. Może to zabrzmieć nieco prowokująco, jednak praca wśród ubogich nie jest moim powołaniem…..moim powołaniem jest być
z Chrystusem i „stawać się Chrystusem”. Tylko z takiej MIŁOŚCI może brać początek prawdziwa służba. Nie wiem, czy bardziej ja jestem potrzebna innym, czy inni mnie. Skoro jednak jestem tym, kim jestem, skoro spotykam takich a nie innych ludzi, skoro Bóg ma do mnie aż takie zaufanie, że pozwolił wejść mi w tajemnice ubóstwa i biedy drugiego człowieka, to widocznie moje życie wpisane jest w Boży Plan i nie muszę martwić się na zapas. Bardzo chciałabym, aby mój habit był „fartuchem miłości” jak było to w życiu św. Brata Alberta. Służba może i powinna ranić, nie trzeba tylko zatrzymywać się na tych zranieniach, czy bliznach. Służba daje prawdziwą radość i szczęście, których źródłem jest Najpiękniejszy  z Ludzkich Synów.

Jakże wielką radość daje świadomość, tego, że moje życie jest spełnianiem MARZENIA,
a jeśli choć po części spełnia się MARZENIE BOGA, to czy szczęście nie jest większe?

„Chcę być tylko narzędziem, ołówkiem, który pisze to, co chce Bóg”.
(bł. Matka Teresa z Kalkuty)

…oby i po moim albertyńskim życiu pozostał dobry ślad.
siostra

siostra1.JPG
© Zgromadzenie Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim (ZSAPU)
wykonanie:strony www Słupskstrony internetowe słupsk