Obraz „Ecce Homo”
Mrok powoli wkrada się do małego kościółka, w którym tlące się wieczne lampki przypominają wyraźnie, że Bóg jest TU i TERAZ. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że ta obecność jest faktem, kiedy patrzy się w płonące serce tabernakulum i wiszący nad nim obraz Ecce Homo. To szczególne płótno, przed którym dziś padamy na kolana kontemplując miłość Chrystusa, jest niemym świadkiem tajemnicy powołania i służby św. Brata Alberta. Kościółek dziś urósł do rangi sanktuarium, a Twórca obrazu stał się patronem ludzi przybywających tu, by otworzyć przed Jezusem cierpiącym swe serca.
„Czy Panu Jezusowi cierpiącemu za mnie mękę i za mnie ukrzyżowanemu mogę czegoś odmówić?” – pytał samego siebie Brat Albert. I nie czekał długo na odpowiedź od razu zabierając się do konkretnych czynów. Podziwiamy jego upór w wytrwałym poszukiwaniu nowych rozwiązań, by pomóc człowiekowi w odbudowaniu własnego „ja”, w zwyczajnym zarabianiu na życie, a przede wszystkim w doświadczeniu miłości miłosiernej samego Boga.
Dziedzictwo Świętego Brata Alberta podjęły kolejne pokolenia braci i sióstr, kontemplujących obraz Chrystusa Ecce Homo na płótnie w i drugim człowieku. Najwierniejszą uczennicą Ojca Ubogich stała się bł. s. Bernardyna – Maria Jabłońska, która modliła się o jak najwierniejsze oddanie na służbę potrzebującym: „Jezu, niech nie żyję dla siebie – rozlej mą duszę na wszystkie doliny nędzy ludzkiej. Napełnij ją swoją dobrocią i miłosierdziem, i daj mi łaskę, abym Twą dobrocią i miłosierdziem zastąpiła Cię tu, na tej łez dolinie, czyniąc wszystkim dobrze”. Te ostatnie słowa stały się duchowym testamentem dla sióstr, które w odpowiedzi na powołanie niejednokrotnie nie zawahały się oddać własnego życia w posłudze miłości miłosiernej.